Brudna woda, nerwów szkoda
Spółdzielnia kłóci się z miastem, a z kranów chlusta czarna maź.

Cztery lata temu Henryk Grzelec z osiedla Książąt Mazowieckich pokazał nam szklankę z brunatną cieczą. – To nie kawa. To woda z sieci miejskiej – objaśnił.

Czy po naszej interwencji w 2005 r. coś się zmieniło na lepsze? – pytamy pana Henryka. – Jest nawet gorzej, bo nic z tym nie robią – nie kryje irytacji.

I opisuje: – Niech pan sobie wyobrazi. Chcę się wykąpać, leję wodę do wanny. Nagle z kranu chlusta czarna maź. Nie tylko muszę wylać to, co już było w wannie, której domyć potem nie można, ale jeszcze trzeba zrzucić dziesiątki litrów, żeby woda zaczęła przypominać wodę. Tak jest średnio raz w tygodniu. Za tą wylaną wodę muszę zapłacić. Nie wiem, do kogo się zwrócić, bo nikt za ten skandal nie chce wziąć odpowiedzialności.

Jakość wody w Warce jest od lat dużym problemem. Zanim w latach 70. wybudowano stację uzdatniania wody przy ul. Farnej (która w 2010 r. zostanie przebudowana), przez ponad 15 lat woda bogata w żelazo i mangan była pompowana wprost do sieci miejskiej. Taka beztroska spowodowała powstanie złogów w sieci wodociągowej. Teraz, gdy nagle wzrasta zapotrzebowanie na wodę, odkładająca się przez lata czarna maź jest zrywana ze ścianek rur i płynie kranami.

Tadeusz Bąk, dyrektor Zakładu Usług Komunalnych, przekonuje, że za muł płynący obecnie w kranach os. Książąt Mazowieckich jego firma odpowiedzialna już nie jest. – Przeprowadziliśmy gruntowne czyszczenie sieci i woda dostarczana do bloków jest czyściuteńka. Niestety, w ślad za nami nie poszła Spółdzielnia Mieszkaniowa. Na rurach wewnątrz boków pozostały trzydziestoletnie złogi i to one powodują obniżenie jakości wody – twierdzi.

W zapewnienia Bąka nie wierzy prezes Spółdzielni Bogdan Regulski. – Kto badał, czy ta woda na wejściu do bloków jest czysta? Dla mnie to chwyt propagandowy – zarzuca ZUK-owi.

Bąk ripostuje: – Są dokładne kontrole sieci, każdy może to sprawdzić, nie mam nic do ukrycia. Ale ile bym tego nie tłumaczył prezesowi, zawsze zdyskredytuje nasze działania. Przerzucenie winy na ZUK jest łatwiejsze niż zabranie się do pracy.

Bogdan Regulski nie wierzy w skuteczność chemicznego płukania rur i zapewnia, że spółdzielnia robić tego nie będzie. – Przystępujemy do wymiany rur z ocynkowanych na plastikowe. To jedyne wyjście. W związku z tym czujemy się nabici w butelkę przez miasto. Przez dziesiątki lat ZUK zapychał nam rury złą wodą, a teraz musimy ponosić tego ogromne konsekwencje finansowe – narzeka prezes.

Regulski zdradza, że warecka Spółdzielnia Mieszkaniowa jest w stanie udźwignąć finansowo wymianę instalacji wodnej tylko jednym bloku na kwartał. A bloków jest 30. – Zanim powstanie nowa stacja uzdatniania wody, postaramy się zamontować nowe rury w połowie bloków – deklaruje. (pc)

autor: Mateusz Adamski
źródło: Nad Wisłą (NadWisla.pl)
data: 3 grudnia 2009 r. (11:42)
Drukuj
Copyright © 2007-2009 grojeckie.info