Niewygodne meble
Nieustaleni sprawcy ukradli zabytkowe meble należące do Muzeum im. Pułaskiego. Gdy sprawa nabrała rozgłosu, ktoś porzucił uszkodzone antyki na polu w podwareckiej Magierowej Woli.

Na polecenie Komendy Głównej Policji ze względu na wysoką wartość materialną i historyczną mebli śledztwo prowadzą kryminalni z Grójca. Sprawa jest bardzo zagadkowa i dziwna.

Złodzieje się nie spieszyli
Antyki zostały skradzione z pomieszczenia sąsiadującego z kotłownią Centrum Sportu i Rekreacji w Warce. Żeby je wynieść, złodzieje (a było ich co najmniej dwóch) musieli pokonać zamknięte drzwi, kratę w wąskim korytarzu i na koniec furtkę. Ponieważ nie było śladów włamania, prawdopodobnie otworzyli zamki oryginalnymi kluczami. Wszystkimi dysponowało tylko CeSiR.

Kradzież odkryli pracownicy muzeum 18 listopada. Antyki miały być przewiezione do pałacu w Winiarach, gdyż czekała je konserwacja. Wszystkie przykryto w związku z tym czarnymi płótnami. Złodzieje po wyniesieniu mebli zrobili ze stojących w magazynku metalowych stelaży i krzeseł konstrukcję przypominającą kształtem zabrane antyki i też przykryli je płachtami, aby na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku.

Ostatni raz pracownicy muzeum widzieli meble 8 lipca. Przyszli, aby je obejrzeć i sfotografować. Kiedy mogło dojść do zuchwałego przestępstwa? Są podejrzenia, że w wakacje, gdy większość pracowników CeSiR przebywała na wycieczce.

Żeby ktoś znalazł
Informacje o zdarzeniu wraz ze zdjęciami mebli trafiły do mediów 19 listopada. Dwa dni później uszkodzone antyki zostały odnalezione w sadzie w Magierowej Woli, około 20 metrów od drogi z Góry Kalwarii do Warki. Sensacyjnego odkrycia dokonał przypadkowo, przejeżdżając szosą... przewodniczący rady miejskiej Warki Witold Piekarniak. Zatelefonował na policję. – Gdybym nie słyszał o kradzieży, pewnie nie zwróciłbym na te meble uwagi. Pomyślałbym, że to śmieci – mówi „NW”.

Antyki wyglądały, jakby ktoś próbował szybko się ich pozbyć. Wyrzucił je z samochodu,Swiss Replica Watches nie zważając, że się połamią. – Konserwacja tych mebli na pewno będzie znacznie droższa niż przed kradzieżą – ubolewa dyrektor muzeum Iwona Stefaniak.

Tajemnicą pozostaje, kto dokonał kradzieży i dlaczego postanowił pozbyć się antyków. – Może nie zdawał sobie sprawy z ich wartości? – docieka pani dyrektor. I dodaje: – Złodziej mógł zniszczyć antyki. Ale wyrzucił je tak, aby ktoś je odnalazł. Czy to nie dziwne?

Zabrakło wyobraźni
XIX-wieczne sprzęty trafiły do pomieszczeń przy kotłowni w 2005 roku, gdy miasto przejęło od powiatu dworek przy ul. Długiej i muzeum Pułaskiego musiało szybko opróżnić wszystkie pomieszczenia pałacyku (antyki miały na Długą wrócić, burmistrz zapowiadał otwarcie tam muzeum historii Warki).

– Meble miały stać w pomieszczeniach CeSiR przez rok, ale ponieważ muzeum w dworku nie powstało, nie mieliśmy ich gdzie przechować. W końcu postanowiliśmy je zabrać w 2008 roku, ale wtedy otrzymaliśmy informację, że dostaniemy środki unijne na ich konserwację, żeby wyeksponować je w domu Pułaskich – opowiada Iwona Stefaniak.

– Czy w związku z kradzieżą, w której mogli brać udział pracownicy CeSiR, zwrócił się pan do tej jednostki o wyjaśnienia? – zapytaliśmy burmistrza Zygmunta Pałczyńskiego. – Nie, nie żądałem żadnych wyjaśnień. Moja jednostka ma w tej sprawie tylko taki udział, że muzeum poprosiło ją o udostępnienie pomieszczeń. Ja i moi pracownicy nie zdawaliśmy sobie sprawy, że przy kotłowni są zmagazynowane rzeczy o innej wartości niż historyczna. Uważam, że właścicielom tych rzeczy kompletnie zabrakło wyobraźni. Żeby meble warte 100 tys. zł złożyć w takich warunkach, w miejscu prawie ogólnie dostępnym... – kręci głową.

– To nie było odpowiednie miejsce na nasze meble. Nie powinnam była się zgodzić na ich zmagazynowanie w tym pomieszczeniu. Ale zaufałam instytucji, tak jak nasza, publicznej – przyznaje gorzko dyrektor Stefaniak.

Piotr Chmielewski

autor: Mateusz Adamski
źródło: Nad Wisłą (NadWisla.pl)
data: 3 grudnia 2009 r. (11:45)
Drukuj
Copyright © 2007-2009 grojeckie.info