Maliszewski: działanie w grupie wzmacnia pozycję pojedynczego sadownika
Mateusz Adamski rozmawia z szefem Związku Sadowników RP, Mirosławem Maliszewskim (na zdjęciu) o grupach producenckich i o korzyściach, jakie dają one producentom owoców. Największe takie spółdzielnie powstały i funkcjonują na terenie Powiatu Grójeckiego.

Mateusz Adamski ("Nad Wisłą"): We wrześniu grupa producentka „Nasz sad” uruchomiła w Pabierowicach koło Grójca nowoczesną sortownię owoców. Inwestycja była możliwa dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej. Proszę powiedzieć ile do tej pory powstało takich grup?

Mirosław Maliszewski (poseł, prezes Związku Sadowników RP): Na terenie naszego kraju działa już ponad 200 grup producentów owoców, część działo jako wstępnie uznane grupy, część zaś jako uznane organizacje. Różnica w nazwie wynika z przepisów unijnych. Najpierw jest grupa, a po spełnieniu wielu wymogów, po 5 latach grupa staje się organizacją producentów owoców i warzyw. Jeśli chodzi o ich lokalizacje, to znaczna ich większość powstaje na Mazowszu. Największe i najsilniejsze są w powiecie grójeckim. Tutaj też proces ten się zaczął.

Czy wiadomo ile takich grup może powstać w najbliższym czasie? Tj. czy sadownicy chętnie łączą siły w takich grupach (spółdzielniach producenckich)?

MM: Początkowo sadownicy mieli obawy i proces ten przebiegał bardzo powoli. Akcja propagująca wspólne działanie, prowadzona m.in. przez Związek Sadowników RP oraz bardzo korzystne regulacje dotyczące dofinansowania inwestycji, znacznie ten proces przyśpieszyły. Dziś kilkadziesiąt kolejnych inicjatyw jest w fazie rejestracji. Proces następuje dość szybko. Sadownicy przekonali się ,że jest to właściwy kierunek, a ci, którzy tym nie uczestniczą- tracą.

Jakie - zdaniem Pana czy też Związku Sadowników RP - są zalety łączenia w takie grupy i w jaki sposób zachęciłby Pan do takiego zrzeszania się sadowników?

MM: Przede wszystkim wzmocnienie pozycji pojedynczego sadownika. Dziś dominują na rynku duże podmioty. Są to sieci super- i hipermarketów, koncerny przetwórcze, duzi eksporterzy. Przy nawiązywaniu relacji handlowych dochodzi do drastycznej dysproporcji w negocjacjach. Świetnie zorganizowany kupiec, dysponujący często wykwalifikowaną kadrą menedżerską i bardzo słaby, dysponujący małą partią towaru, nie znający realiów rynkowych i zasad negocjacji rolnik. Da dysproporcja prowadzi do przewagi strony kupującego i zaniżania cen zakupu. Grupy mają powodować, że rolnik już nie będzie sam, że w jego imieniu będzie występował wykwalifikowany handlowiec, że dysponując dużą partią towaru może twardo negocjować warunki dostawy. W przepisach unijnych mówi się wyraźnie że głównym zadaniem grup producentów owoców jest „koncentracja podaży”, to znaczy gromadzenie i dysponowanie dużymi partiami towaru w jednym miejscu.

Na jakie wsparcie unijne mogą liczyć sadownicy zrzeszeni w grupach producenckich?

MM: Wsparcie jest dość duże, bo np. na koszty administracji grupy (księgowość, komputery, telefony, opłaty sądowe, biuro) można uzyskać nawet 10 % kwoty obrotów. Nierzadko jest to ponad 100 tys. złotych rocznie. Jednak podstawowe wsparcie dotyczy inwestycji. Ci, którzy zdecydują się wybudować obiekt do przechowywania i sortowania, opakowania, maszyny i urządzenia do zbioru itp., mogą otrzymać 75% zwrot poniesionych kosztów. Dzięki m.in. działalności naszego Związku, warunki te są najlepszymi w Europie.

Czy wiadomo, kiedy skończą się środki unijne przeznaczone na grupy producenckie?

MM: W tej chwili zarówno w naszym kraju, jak i na forum unijnym trwa dyskusja o tym co będzie po 2013 roku (od tego roku będą obowiązywały nowe przepisy). Mam nadzieję, że uda się je utrzymać na kolejne lata. Nie jest to jednak takie pewne, ba zarówno w budżecie krajowym, jak też unijnym, kwoty wykorzystywane przez polskich sadowników są coraz większe i inne grupy zawodowe zaczynają coraz głośniej protestować.

Kto zazwyczaj odbiera owoce od takiej grupy? Komu są one sprzedawane?

MM: Z reguły są to duzi odbiorcy. Zarówno owoców deserowych, jak też przemysłowych. Są to więc sklepy sieciowe, hurtownie, importerzy w innych krajach, duże zakłady przetwórcze. Wiele grup prowadzi sprzedaż bezpośrednią we własnych, bądź patronackich sklepach i stoiskach. Ponieważ towar jest proponowany w ilościach hurtowych, to i odbiorca musi być dużym podmiotem. Ale dzisiaj przeważnie tylko tacy na rynku występują.

Czy wejście (założenie) do takiej grupy zależy od zamożności sadowników albo wielkości posiadanego gospodarstwa czy jest to niezależne, i każdy może dołączyć lub wraz z innymi sadownikami utworzyć taką grupę?

MM: To zależy od samych udziałowców, czy akcjonariuszy. Można tworzyć nowy podmiot i wtedy zaangażowanie finansowe nie musi być zbyt duże, albo wstąpić do już istniejącego organizmu gospodarczego, co z reguły wiąże się z większym obciążeniem. Jest to zrozumiałe, dlatego, że firma o ugruntowanej pozycji ma już jakiś majątek, kontakty rynkowe, dorobek i doświadczenie. Za to wszystko trzeba niewątpliwie zapłacić. Nowy podmiot musi zaś tego wszystkiego się dorobić. Nie ma natomiast bariery, jeśli chodzi o powierzchnię gospodarstwa. Pojawia się co prawda pogląd, że grupy są przede wszystkim dla dużych gospodarstw, ale jest on nieprawdziwy. Właśnie małe gospodarstwa, które mają największe problemy rynkowe, najmniejsze możliwości samodzielnego inwestowania, powinny do grup przystępować.

autor: Mateusz Adamski
źródło: własne / fot. portalspozywczy.pl
data: 29 września 2010 r. (17:08)
Drukuj
Copyright © 2007-2009 grojeckie.info