Dzisiaj jest sobota, 26 wrzeďż˝nia 2020. Imieniny: Justyna, Łucja, Cyprian
Wiadomo�ci Sport Kultura Publicystyka Og�oszenia Katalog WWW Galeria Forum Kontakt
Średniowiecze na przedmieściach
Mateusz Adamski, 29 sierpnia 2009 (14:36), źródło: Kurier Południowy
Gdyby nie fetor, z ulicy trudno byłoby dostrzec, że kilkanaście metrów dalej ludzie żyją jak w średniowiecznych slumsach.

Widać rozsypującą się ruderę, zaniedbaną, zaśmieconą, ale przecież takich jeszcze u nas wiele. Wystarczy jednak podejść bliżej, aby przenieść się w jakiś nierealny świat matrixa, w którym przeszłość miesza się z teraźniejszością. Sterta śmieci na środku podwórka, obok cuchnący odchodami, zapchany wychodek. Śmierdzące łachy suszące się na sznurach, zasłaniają jakieś złomowisko. Wałęsający się pies straszy samym swym widokiem, gdyż wycieńczony nie ma już sił na agresję. Od czasu do czasu przez ścieżkę przemyka szczur.

Rupieciarnia
Jednak widok z zewnątrz i tak wydaje się sielanką, w porównaniu z tym, co zastaje się po przekroczeniu progu... W pomieszczeniu, które służy zapewne za kuchnię, jadalnię i sypialnię jednocześnie, odrzuca potworny odór. Dopiero po chwili dostrzega się porozrzucane szmaty, które zapewne kiedyś były ubraniami i tworzące stertę rupieci połamane sprzęty. Elementem współczesności jest... stojąca na środku butla gazowa.
Centralnym miejscem w pomieszczeniu pozostaje jednak łóżko, które służy ponoć całej trzyosobowej rodzinie. Trudno sobie wyobrazić coś bardziej ohydnego. To po prostu barłóg z niepranych od lat kołder, koców, bielizny i trudnych do rozpoznania szmat. Fetor nie do wytrzymania...

Z nożem w ręku
Taką relację usłyszeliśmy od osób, które miały wątpliwą przyjemność złożenia wizyty państwu K. Oczywiście są to jedynie funkcjonariusze grójeckiej Straży Miejskiej, policji i niektórzy sąsiedzi. Nas Pani K. nie wpuściła w obejście. Przez całą rozmowę bawiła się sporych rozmiarów nożem, delikatnie uderzając nim po wewnętrznej stronie dłoni lub klepiąc się po udzie. Ale była to właściwie jedyna oznaka wrogości. Bolała nad tym, że nie może udostępnić „lokalu”, jak to ujęła, do zdjęć, gdyż została zamknięta na klucz. Rzeczywiście po drugiej stronie furtki, na grubym łańcuchu przeplecionym przez przerdzewiałe, pokrzywione słupki, wisiała sporych rozmiarów kłódka. Towarzysząca nam sąsiadka szepnęła jednak, że to pic na wodę i fotomontaż, gdyż po rozróbie ze strażą miejską Pani K. nie wpuszcza już do domu nikogo.

Winni sąsiedzi
Wszelkie prośby i próby nacisku nie dały rezultatu, tylko rozsierdziły Panią K. i jej córkę. Cały gniew spłynął jednak na... sąsiadów. Nie da się powtórzyć tej słownej finezji, wyszukanych porównań, alegorii, paralel, oksymoronów, peryfraz, anafor i całej gamy epitetów. Kilka razy padło też pytanie retoryczne. Zwłaszcza gdy pytaliśmy, po co Pani K. tyle śmieci? Wtedy z nadzwyczajną powagą odpowiadała: Czy pan wyżyłby z tych nędznych 500 zł renty? My nie możemy - dodawała. I potem następował potok wyjaśnień, oskarżeń, pretensji do całego świata i każdego z osobna. Najwięcej dostało się oczywiście sąsiadom, którzy - zdaniem właścicielki posesji - czyhają na jej własność, kradną jej dobro, chcą ją wykończyć. Po kwadransie tej miłej konwersacji, podkreślanej gwałtownymi ruchami noża, tematy nam się wyczerpały. Czas więc było się pożegnać. Ale cicha, boczna uliczka na przedmieściach Grójca już ożyła. Niemal z każdego obejścia wyglądały zaciekawione głowy. - U Pani K. znów się coś dzieje - słychać było wieść przekazywaną z ust do ust. - Dzisiaj coś spokojnie, żadnej rozróby, krzyków...

Sodoma i Gomora
Porozmawiać z sąsiadami nie było jednak łatwo. Gdy tylko zbliżaliśmy się, znikali gdzieś w zakamarkach działek lub w domach, albo zasłaniali się brakiem czasu. Ale jedna z pań zebrała się na odwagę...
- Proszę pana, tam to Sodoma i Gomora. Drugi mąż Pani K. siedzi. Dostał bodajże dwa lata za gwałt na swej pasierbicy. Cała rodzina jest na bakier z prawem, każdy ma coś tam na sumieniu i ileś przesiedzianych miesięcy w więzieniu. Ich sąsiadka dostaje już apopleksji. „Niech sobie robią co chcą. Nich się pieprzą w tym rodzinnym trójkącie, ale smrodu i odoru nie wytrzymam” - usłyszałam od niej. Od ulicy to jeszcze Wersal, ale gdyby pan zajrzał za tę ruderę, to dopiero by pan przekonał się, jak można utrzymywać obejście w XXI wieku. Odór taki, że głowa boli. Sąsiadka chciała, jak pan widzi, wybudować domek. Zrezygnowała po doprowadzeniu go do stanu surowego, ale nawet za bezcen nikt tego nie chce teraz kupić. Wystarczy, że zerkną na sąsiednią działkę i poczują ten zapach... Nie wiem, jak jest w domu, bo nikogo tam nie wpuszczają, od czasu gdy pojawiła się tam straż miejska. Wywieziono wtedy tony szmat, złomu i jakiś nieokreślonych rupieci. Myśli pan, że to coś dało? Do niedawna Pani K. systematycznie przynosiła śmieci z miejscowego kontenera. Gdy zniknął, chodzi teraz po odpadki nawet do Grójca. Zwozi wszystko, co wpadnie jej w ręce - zakończyła sąsiadka.

Wyjeżdżaliśmy już z zacisznej uliczki tego willowego w gruncie rzeczy osiedla, gdy jedna z pań, zaciekawiona, spytała. „A pan z telewizji?” Chyba trochę rozczarowana, że tylko z prasy, w pierwszym odruchu zamierzała odejść. Ale chęć zwierzenia się, a może po prostu poplotkowania, zwyciężyła. - Tylko bez podawania nazwiska, proszę - usłyszeliśmy na wstępie. - Trudno się dziwić, że sąsiedzi są tak zdesperowani - zaczęła. - Pan sobie nie wyobraża, co tam się dzieje. To, że śpią na kupie, w różnej konfiguracji - ich sprawa. Ale ten chlew jest wylęgarnią wszelkiego paskudztwa. Szczury zadomowiły się na dobre, biegają bezkarnie, jakby czuły się członkami rodziny. Wie pan, co oni jedzą? Normalnemu człowiekowi włosy stają dęba. Jakieś zgniłe ogórki wymieszane ze śmierdzącymi kartoflami, a wszystko to w jakiejś brei. Wewnątrz jest jeszcze gorzej, niż było przed wizytą straży miejskiej. Tam już trudno wejść, tak wszystko jest zawalone szmatami, rupieciami i innym szajsem. Nie wiem, co będzie, gdy wróci mąż Pani K.

Służby bezradne?
Próby rozwiązania problemu uciążliwej dla otoczenia rodziny na razie spełzły na niczym. Wprawdzie interweniował MGOPS w Grójcu, a straż miejska próbowała zmusić właścicielkę do posprzątania posesji, wlepiając jej mandaty. Ale skutek był do przewidzenia. Starano się nawet uporządkować teren. Jednak poprawa była chwilowa - jak mogliśmy się przekonać.

Leszek Świder
Drukuj Poleć artykuł znajomemu
KOMENTARZE (0)
Powyższego tekstu jeszcze nie komentowano.

Portal Grojeckie.info nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania i redagowania komentarzy nie związanych z tematem, zawierających wulgaryzmy, reklamy i obrażających osoby trzecie.

Dodaj komentarz
Autor:
E-mail:
Kod:
Treść: